O nas

KOCHAM Gorzów – rozmowa z Martą Bejnar-Bejnarowicz


Decydując się na nazwę komitetu „Kocham Gorzów” chciała pani wraz ze swoim zespołem pokazać, że inni nie do końca kochają własne miasto?

Często słyszę pytania: „Po co pani to robi – kosztem rodziny, pracy, świętego spokoju?”. Nie mam innej odpowiedzi jak ta, że ja po prostu kocham to miasto.
Komitet powstał z chęci wspólnego działania najbardziej zaangażowanych społeczników, radnych i osób działających w mieście, których na przestrzeni ostatnich kilku lat łączył wspólny cel: poprawa jakości życia mieszkańców Gorzowa.

A nazwa?

Nazwa jest odzwierciedleniem pobudek dla których działamy. Robimy i będziemy robić wszystko, aby ustrzec miasto przed błędami, opóźnieniami i kosztami, jakie z tych błędów wynikają. Przykładem są miliony straty za nieporadne działania w kolejnych czterech postępowaniach przetargowych na DK22, czy znana już wszystkim Kostrzyńska, która po latach dziwacznych zbiegów okoliczności w końcu dochodzi do skutku a efekt jest taki, że mieszkańcy mają tory pod oknami, niebezpieczne wjazdy i szpalery słupów uniemożliwiających bezpieczny wyjazd. Niedoszacowanie inwestycji generuje koszty i opóźnia powstanie Centrum Edukacji Zawodowej, czy rozbudowę SP 20.  Nie mamy już Willi Pauckscha, mamy za to PRL-owski pusty biurowiec, zapomniano o remoncie szkoły „Jedynki”… Długo można by wymieniać.

A jak należy rozumieć miłość do własnego miasta, regionu?

Pewnie trochę tak, jak miłość matki do swojego problematycznego dziecka: czasem przyniesie dwóję, czasem się pobije z bratem, czasem wybije szybę, czasem wpadnie w złe towarzystwo – ale to dobre dziecko. Z potencjałem. I tak jak dziecku z problemami, tak i miastu trzeba poświęcić wiele czasu i pracy, ale przede wszystkim wytyczyć mu dobre kierunki. Pokazać, w co warto inwestować czas, jak być ciekawym i interesującym. I z miastem tak właśnie jest. Ile zaangażowania w nie włożymy, tyle będzie lepsze, atrakcyjniejsze i… kochane.

Czy pani zdaniem obecnie urzędujący prezydent miasta Jacek Wójcicki nie czuje tożsamości z miastem?

Tożsamość to relacja. Relacja z historią, lokalnymi uwarunkowaniami, identyfikowanie się z mieszkańcami. Tożsamość to zwyczaje, świadomość. Mnie bardzo podobają się miasta na przykład holenderskie ale nie czuję z nimi takiego “połączenia” jak z Gorzowem. Nie mam takich wspomnień, tak dobrze ich nie znam. Studiowałam w Szczecinie i mam tam kilka swoich ulubionych miejsc, budynków, placów – gdy tam jestem, wracają mi dobre wspomnienia. Ale nie czuję się tam jak w domu.

To typowo kobiece podejście, że traktuje pani miasto jak dom.

O dom się dba, dom się buduje stale, w domu się pilnuje ogniska, tworzy się ciepło, miłość, poczucie bezpieczeństwa. Dom, to miejsce do którego chce się wracać.
Chcę stworzyć miasto, do którego i moje dzieci po studiach będą miały po co wrócić.